Ekskluzywny wywiad z Tadeuszem Sarzyńskim E-mail
Thursday, 09 October 2008

 Zapraszamy do lektury I części wywiadu z jednym z najbardziej utalentowanych wychowanków w historii Unii, bramkarzem Tadeuszem Sarzyńskim, który jako szesnastolatek w 1988r. zadebiutował w drużynie seniorów w Pucharze Polski z Zelmerem Rzeszów. Dwa lata później zagrał swój pierwszy mecz ligowy z Karpatami w Krośnie. Przygoda T. Sarzyńskiego w Unii zakończyła się w 1994r., a dziś na łamach oficjalnego serwisu wspomina lata spędzone w naszym klubie:

 

Kiedy zaczęła się pańska przygoda z piłką?

 

T.S: Pamiętam, że pierwszy mecz zagrałem w trampkarzach na prawej pomocy u p. Jana Paszka. Trwało to niestety około 20 minut pierwszej połowy. Po tym krótkim epizodzie na początek, p. Paszek stwierdził, że będę przygotowywany do roli bramkarza (w tym czasie broniłem bramki w rozgrywkach międzyszkolnych i międzyklasowych). Natomiast pierwszy mecz w bramce, jaki mam zanotowany w moich kronikach w grupie trampkarzy odbył się w Leżajsku w sezonie 84/85. Wygraliśmy wtedy z Pogonią 6:4, a trenował nas wtedy p. Zbigniew Piech. Pamiętam, że w drużynie Pogoni w ataku grał bardzo szybki Borówa, który strzelił w tym dniu kilka bramek.

(więcej w rozwinięciu newsa)

W jakich grupach młodzieżowych reprezentował Pan barwy Unii?

 

 T.S: Przeszedłem przez każdy szczebel piłkarskiej drabinki, od trampkarzy do seniorów. W drużynach młodzieżowych, może pomijając trampkarzy, mieliśmy często problem ze skompletowaniem jedenastu na mecz, niby to każdy obiecywał, że na meczu będzie obecny, a rzeczywistość była zupełnie inna. Mecze odbywały się w sobotę, większość chłopaków pochodziło z okolicznych wiosek i rodzice nie pozwalali im jechać na mecz, ponieważ mieli dużo pracy na gospodarce. Będąc jeszcze w wieku trampkarza już zacząłem bronić w starszej grupie wiekowej. I tak to już było co weekend, czasami nawet rozgrywałem trzy mecze w ciągu soboty i niedzieli( zdarzyło się to kilka razy - m. jun., juniorzy, rezerwy Unii),a przeważnie w sobotę mecz w m. jun., a w niedzielę w juniorach starszych.

 

Czy pamięta Pan swój debiut w I drużynie Unii?
 
T.S.: Oczywiście, że pamiętam ten dzień, ale dużo wcześniej rozegrałem kilka meczów w rezerwach Unii, a także jeden mecz Pucharu Polski w pierwszej drużynie (18.05.88) w Rzeszowie z Zelmerem, przegrany niestety przez nas 5:1. Mój debiut w meczu mistrzowskim odbył się 25.03.90 w Krośnie z Karpatami. Do Krosna jechaliśmy, nie wiedząc do końca, jaki będzie skład. Coś tam przeczuwałem, gdyż w przygotowaniach do sezonu czułem się naprawdę świetnie i p. trener Jan Paul to zauważył, ale trening a mecz to całkiem coś innego, a ponadto w bramce grał wtedy rutyniarz Rysiek Kręcidło, od którego zawsze się dużo uczyłem. Do bramki pchnął mnie p. Andrzej Wojnarowicz, ale nie przekazał mi tego co R. Kręcidło i A. Babski. To oni wytykali mi błędy, jakie popełniałem w kunszcie bramkarskim. Gdy byłem w grupie m. jun. junior starszy to zawsze, gdy miałem czas starałem się trenować z seniorami, gdy tego czasu brakowało to popołudniami opiekował się mną p. Andrzej Wojnarowicz. Wracając do mojego debiutu to pamiętam, że po przyjeździe na stadion Karpat wyszliśmy jeszcze w strojach cywilnych zapoznać się z murawa boiska i wtedy podeszli do mnie obrońcy Jasiu Pytel, Franek Linek, Zenek Janiec i był chyba z nimi tez trener p. Jan Paul. Zakomunikowali mi oni, że to ja wychodzę jako pierwszy. Nogi wtedy ugięły się pode mną. Musiało to w końcu kiedyś nastąpić. Trener w szatni potwierdził mój debiut. Na rozgrzewce R. Kręcidło uspokajał mnie, że wszystko będzie jak najlepiej. Czułem jednak zdenerwowanie, czułem również że Rysiek był zły, że został odstawiony na ławę. Mecz wygraliśmy 2:1 po bramkach Wieśka Grota i Janka Sroki. Ja zapłaciłem frycowe przy straconej bramce. Gdy zawodnik Karpat oddal strzał z rzutu wolnego z około 30 metrów piłka przeleciała obok muru i zmierzała w bramkę, a ja przesuwając się w kierunku piłki po prostu się potknąłem i było 1:1. W drugiej połowie Janek Sroka strzelił na 2:1. Zanotowałem w tym meczu kilka udanych interwencji, co dało mi kredyt zaufania u trenera na następne mecze. Wygraliśmy na boisku w Krośnie, ale niestety odebrano nam te punkty, gdyż jeden z naszych zawodników powinien pauzować za żółte kartki(Linek, Grot?), nie pamiętam dokładnie o kogo chodziło.

 

Jak wyglądała w tym czasie rywalizacja o miejsce między słupkami w waszej drużynie?

 

T.S: Powiem tak, na pewno nie było łatwo, na treningach trzeba było harować za dwóch, moi konkurenci do bramki byli już ograni w dorosłej piłce. W kadrze pierwszego zespołu byłem już od sezonu 87/88, jeździłem z nimi na obozy przygotowawcze, w miarę możliwości byłem zwalniany z zajęć praktycznych w szkole aby móc trenować z seniorami. Za konkurentów do bramki już wtedy miałem R. Kręcidłę, A. Babskiego z Pogonii Siedlce przyszedł Sławek Radzimirski, na moje szczęście mogłem ich podpatrywać i uczyć się od nich. W późniejszym okresie, gdy już zadebiutowałem w seniorach o miejsce w bramce rywalizowałem z S. Radzimirskim, P. Słówką, pojawił się także P. Prochera.


Czy pamięta Pan mecz z wiosny 1990r. Unia –  Czarni Jasło 7:1? Prowadziliście już wysoko i mieliście rzut karny. Zawodnicy namawiali Pana , aby to właśnie Pan wykonał jedenastkę, ale ostatecznie się Pan nie zdecydował. Czy udało się Panu kiedykolwiek wpisać na listę strzelców Unii?

 

T.S: Po pamiętnym meczu barażowym o 3 ligę w sezonie 88/89 w Jaśle, gdzie sędziowie gwizdali na naszą niekorzyść do takiego stopnia, że zawodnicy Unii opuścili boisko. Wynik tego meczu zweryfikowano na 3:0 vo. dla Jaślan, w Sarzynie wygraliśmy 1:0 i odpadliśmy z baraży. W następnym sezonie 13.05.90, gdy Jaślanie przyjechali do N. Sarzyny chcieliśmy zrównać ich z murawą. W tym dniu wychodziło nam po prostu wszystko i pokonaliśmy ich 7:1, był również karny przy bardzo korzystnym wyniku dla nas. Miałem ochotę iść uderzyć, część chłopaków z drużyny nie miało nic przeciwko, ale trener krzyknął z ławki abym został w bramce. W drużynie seniorów jeden raz strzeliłem bramkę, był to mecz towarzyski 11.07.93.W podzięce za oddanie do Unii Staszka Bednarza pojechaliśmy zagrać mecz do Jeżowego z tamtejszym LKS. Wygraliśmy oczywiście 3:1, a ja w drugiej połowie zagrałem w ataku strzelając trzecia bramkę po rzucie rożnym, uderzając z około 15 metrów. Pamiętam, jak Jasiek Sroka krzyczał abym przepuścił piłkę, ja natomiast zdecydowałem się uderzyć z powietrza i piłka wylądowała w lewym okienku bramki. Jak już nadmieniłem, wcześniej w młodszych grupach wiekowych w soboty i niedziele grałem po dwa, czasami po trzy mecze. Tylko bramkarz miał rzecz jasna ten przywilej. Zdarzyło się parę razy, że w młodszych juniorach zagrałem w polu, by następnego dnia bronić bramki w juniorach. Raz w m. jun., broniąc w bramce pokonaliśmy Sokołowiankę 4:0,jedna bramkę strzeliłem z rzutu karnego, innym razem grając już w polu ustrzeliłem hat-trick w Sokołowie i wygraliśmy 3:0,oraz zdobyłem dwie bramki na własnym stadionie grając przeciwko Koronie Załęże. Wszystkie te mecze odbyły się w grupie junior młodszy.


Następnie upomniało się o Pana wojsko. Kiedy pan odszedł?

 

T.S:Służbę wojskowa odbywałem w okresie od 15.05.91-15.11.92. Ostatni mecz przed wojskiem rozegrałem 12.05.91, pokonaliśmy wtedy Lechię Sędziszów 2:0, byłem wtedy nawet kapitanem drużyny. Do wojska mogłem iść już rok wcześniej, ale klub załatwił mi roczne odroczenie. Na początku sezonu 90/91 zainteresowanie moją osobą wyraziła 3 ligowa Stal Gorzyce, którą prowadził wtedy pan Krzysztof  Sieja wspólnie z panem Stanisławem Gielarkiem. Po wstępnych rozmowach wyraziłem chęć przejścia do klubu z Gorzyc. Pozostała kwestia dogadania się między klubami. Ostatecznie do transferu nie doszło, gdyż z tego co wiem postawiono za mnie na te czasy cenę zaporową (ponoć 10 000000 mln.) i tak oto zostałem w N. Sarzynie.


Ale zdarzało się, że Pan przyjeżdżał na przepustkę i grał. Tak było np. w 10 kolejce, jesienią podejmowaliście Kolbuszowiankę i Pana wspaniałe interwencje pozwoliły Unii wygrać 1-0 po bramce K. Łacha.

 

T.S: To była chyba moja druga przepustka, pamiętam, jak Jan Bajda wtedy asystent p. T. Kusego zapytał mnie czy czuje się na siłach zagrać, odpowiedziałem jasne, czemu nie. W bramce miał wtedy grać Piotrek Prochera. Wyszedłem na boisko i zrobiłem to, co do mnie należało. Pamiętam po meczu kibice zadawali mi pytanie czy nie bałem się rzucić pod nogi zawodnikowi Kolbuszowianki? Dla mnie to była normalka, po prostu kolejna interwencja w końcu bramkarz jest w bramce po to, aby nie dopuścić do przekroczenia piłki przez linię bramkową. W drugiej połowie zostałem napomniany przez sędziego Kawę z Rzeszowa żółtą kartką za zatrzymanie piłki rękoma za linią 16 metrów, równie dobrze mogłem dostać czerwień, ale jak pamiętam pan Kawa zawsze był przyjaznym dla nas sędzią, przynajmniej w tych meczach w których ja grałem. W takiej samej sytuacji w Dynowie sędzia usunął mnie z boiska. Przegraliśmy wtedy 3:2. Innym razem podczas pobytu na przepustce pojechałem z Unią do Kańczugi na mecz mistrzowski z Spomaszem, w drodze powrotnej wysiadłem w Przeworsku, skąd odjeżdżał mój pociąg do Łodzi. W Kańczudze zagrałem ostatnie 20 minut u boku Janka Sroki w ataku. Przegraliśmy 1:0, ja natomiast miałem szanse na wyrównanie. Po strzale z głowy piłka otarła się o poprzeczkę prawego rogu bramki. W przerwie zimowej często przyjeżdżałem na przepustkę i trenowałem razem z chłopakami, grałem również w meczach sparingowych z Zelmerem, Siarką, Motorem Lublin, Stalą Gorzyce, Sokołem Nisko, a także mecz Pucharu Polski ze Stalą Mielec.

 

T. Sarzyński - pierwszy od lewej przed meczem z Crasnovią Krasne (1993r.) 


Proszę coś opowiedzieć o pobycie w wojsku, czy miał Pan kontakt z piłką ?

 

T.S: W wojsku nie miałem styczności z piłką. Czasami w czasie wolnym od służby pobiegaliśmy za piłką. Miałem za to okazje podglądać najlepsze polskie i nie tylko polskie drużyny, które przyjeżdżały w tym czasie na Łódzki Widzew i ŁKS.

 

II część wywiadu we wtorek 14 października
 
wstecz   dalej »
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Następny mecz

 vs.

10. kolejka V ligi

Unia - Olimpia Pysznica 5:1

sobota 26.09., godz. 16:00

 

Poprzedni mecz

 vs.

9. kolejka V ligi

Czarni Lipa - UNIA 1:3

sobota 19.09., godz. 16:00