Wywiad z Tadeuszem Sarzyńskim cz. II E-mail
Tuesday, 14 October 2008

 I cz. wywiadu z byłym bramkarzem Unii Tadeuszem Sarzyńskim znajduje się TUTAJ. Dziś zapraszamy do lektury II części tej rozmowy.

 

Kiedy Pan wrócił do klubu po odbyciu służby wojskowej ?

 

TS: Służbę wojskową zakończyłem 15.11.92, z tym że po piętnastu miesiącach pobytu w Łodzi, klub załatwił mi przeniesienie do Rzeszowa. Wyglądało to tak, że skoszarowany byłem w Rzeszowie, a na dwa czasami trzy dni w tygodniu meldowałem się na treningu w N. Sarzynie. No i oczywiście byłem obecny na każdym meczu. Pierwszy mecz, który rozegrałem w tym okresie to był mecz Pucharu Polski z Pogonią Leżajsk 7.10.92, który przegraliśmy 0:1. Następny to był już mecz mistrzowski w Krasnem 11.10.92, Crasnovii ulegliśmy wtedy 1:2. Z moich zapisków wynika, że w sezonie 92/93 rozegrałem 16 meczów mistrzowskich. (c.d. w rozwinięciu newsa)

Ostatni mecz w barwach Unii rozegrał pan 10 kwietnia 1994 r. W 18 kolejce podejmowaliście Dynowię i po bramce Łacha zwyciężyliście 1:0.

 

TS: Tak zgadza się ostatni mecz rozegrałem dokładnie w tym dniu. Bardzo zależało mi na wygraniu tego meczu, gdyż zdawałem sobie sprawę że może to być mój ostatni występ w barwach czerwono-biało-niebieskich, ponadto jesienią przegraliśmy w Dynowie 3:2, a ja musiałem opuścić boisko przed końcowym gwizdkiem sędziego po otrzymaniu czerwonej kartki, była to więc dla mnie dodatkowa motywacja. Pamiętam, że 10.04.1994 była deszczowa pogoda, boisko było miękkie, mokre, a ja zawsze uwielbiałem grać w takich warunkach. Krzysiek Łach strzelił bramkę do szatni i na przerwę schodziliśmy w dobrych nastrojach. W drugiej połowie kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń na boisku. Dynowianie w przeciągu całego meczu mieli trzy, może cztery sytuacje do strzelenia bramki, ale wyszliśmy z nich obronną ręką.

 

Czy jakiś mecz w barwach Unii zapadł Panu szczególnie w pamięci?

 

TS: W pamięci pozostało mi wiele meczów i tych wygranych i tych przegranych, na pewno szczególnie pamiętam swój debiut z Karpatami i następne mecze z Resovią, z Polną Przemyśl, który to mecz wygraliśmy 1:0 po bramce J. Sroki, a Zdzichu Baran przy stanie 0:0 chciał mi strzelić swojaka, sam później dziwiłem się w jaki sposób to wybroniłem. Najbardziej chyba utkwił mi w pamięci mecz Pucharu Polski 13.03.94 z Pogonią Leżajsk w N. Sarzynie. Były w tym meczu emocje od początku do końca przy pełnych trybunach, z dogrywką i karnymi. Zresztą do meczy z Pogonią zawsze wszyscy się bardziej mobilizowali, wiadomo DERBY. Przegrywaliśmy 1:0, w drugiej połowie Zdzichu Baran wyrównał, później dogrywka i karne czyli wiadomo nerwy, loteria kto jest bardziej odporny psychicznie. Niestety w karnych przegraliśmy 1:3. Był świetny mecz, pełen emocji, dramaturgi i oto właśnie chodzi w sporcie. Po meczu gdy rozmawiałem z kibicami nikt nie miał do nas pretensji o przegraną, byli zadowoleni, że mogli uczestniczyć w takim widowisku. Właśnie dlatego ten mecz utkwił najbardziej w mojej pamięci.

 

Z czasów Twojej gry w Unii pozostał tylko Staszek Bednarz (z przerwami na grę w innych klubach). Czy pamiętasz chłopaka który dopiero pukał do bram I zespołu i obecnie ma już ponad 100 bramek strzelonych dla tego klubu?

 

TS: Z czasów mojej gry w Unii aktualnie grają jeszcze Staszek Bednarz i Artur Zastawny. Artur zaczął z nami trenować w moim ostatnim sezonie gry w Unii. Gdy już wiedziałem, że nie pojadę na mecz do Ropczyc, gdyż w niedzielę odlatywałem do Ameryki (z powodów osobistych). W piątek po treningu podszedłem do Artura i poprosiłem go, aby pojechał z nami do Ropczyc. Zadawał pytanie, ale dlaczego? Odpowiedziałem, że po prostu będzie mi tam potrzebny. Tak więc nawet w takim momencie w moim życiu gdy decydowałem się na opuszczenie kraju myślami byłem z moim kochanym klubem, którego nie chciałem postawić w sytuacji bez drugiego bramkarza. Być może Artur pamięta naszą piątkową rozmowę przed wyjazdem do Ropczyc. Staszek był zawodnikiem, który rwał się do gry, był szybki, nieobliczalny, mocno stal na nogach, łatwo dochodzilł do sytuacji strzeleckich, których jeszcze wtedy zbyt wiele nie wykorzystywał. Dołączył do nas bodajże w sezonie 1992/93 na wiosnę. Pierwsza swoją bramkę strzelił w meczu towarzyskim 26.02.93 z Pogonią Leżajsk (1:1), a w meczu mistrzowskim pierwsze trafienie zaliczył w Ropczycach 10.04.93, wygraliśmy wtedy 4:2, a ja po pierwszej połowie opuściłem boisko z powodu kontuzji. W klubie pracuje jeszcze kilka osób z którymi miałem styczność w tamtych czasach na boisku i nie tylko, między innymi Zbyszek Hatylak z którym trenowałem i rozegrałem kilka meczów w rezerwach Unii, Darek Wojnar, z którym często graliśmy w piłkę na boisku do piłki ręcznej przy szkole podstawowej, Jurek Paul, z którym rozegrałem kilka meczów w grupach młodzieżowych, Romek Janiec, który zaliczył kilka występów w pierwszym zespole, gdy ja broniłem, Janusz Fil w tamtych czasach był rownież spikerem, Jasiu Pytel i Zenek Janiec w czasie mojego debiutu oni byli już w drużynie. Franciszek Paul był wtedy gospodarzem, pamiętam powiedział pewnego razu, że mam umiejętności na bramkarza drugoligowego i mój starszy brat Janusz również odwiecznie związany z Unią, raz po wygranej w Radymnie 1:0 powiedział, że jak tak będę bronił w każdym meczu to on nie będzie jeździł na mecze bo będzie spokojny o wynik. Wszystkich ich oraz pozostałych ludzi, którzy są związani z klubem serdecznie pozdrawiam.

 

Po meczu z Dynovią wyjechał Pan do USA. I z tego co się orientuję kontynuował tam Pan grę w piłkę.

 

 TS: Po przyjeździe do Ameryki kontynuowałem grę w Poloni Greenpoint NY, a moim pierwszym trenerem w tym klubie był Antoni Trzaskowski były zawodnik Legii Warszawa. Graliśmy wtedy w drugiej lidze nowojorskiej Cosmopolitan, co roku uczestniczyliśmy w polonijnym memoriale Kazimierza Deyny. 7.01.95 w turnieju halowym złamałem nogę. Kontuzja ta wyeliminowała mnie z gry na pół roku. Po tej przerwie na prośbę trenera Henryka Kafarskiego z Włocławka wróciłem do bramki Polonii na mecz Pucharu Ligi z drużyną Irlandzką. Można powiedzieć, że broniłem na jednej nodze, odczuwając w dalszym ciągu skutki tej kontuzji. Wygraliśmy 2:1. Sezon 95/96 był dla mnie, jak i dla klubu bardzo udany. Awansowaliśmy z pierwszego miejsca do pierwszej ligi. W fiale ligi przegraliśmy z inną drużyna Irlandzka 1:0, po kontrowersyjnym rzucie karnym. Po sezonie w przerwie letniej wyjechaliśmy do St. Louis na coroczny turniej drużyn polonijnych z wschodniego wybrzeża USA i Kanady. Mieliśmy tam trochę zmieniony skład, każdy z zawodników musiał sam sfinalizować swój wyjazd, więc niczego tam nie osiągnęliśmy. W ostatnim meczu wygraliśmy z Błyskawicą Chicago 2:1, a wcześniej ulegliśmy miedzy innymi Orłowi Detroit 3:0, w którym to występował Janek Wojtaś. Z Jankiem graliśmy wspólnie w Unii N. S. Spotkałem tam także byłego bramkarza Stali S. W. Jacka Kolano, który podczas mojego pobytu w wojsku był przymierzany do gry w Unii. Tak więc ostatni oficjalny mecz rozegrałem 04.08.96 w St. Louis. Po założeniu rodziny w 1996r. nie miałem już czasu na jeżdżenie na treningi i na mecze. Priorytetem stała się dla mnie rodzina i praca. Przypuszczam, że gdybym był w Polsce to w dalszym ciągu kontynuował bym grę w piłkę.

Polonia Greenpoint NY

 

Czym się Pan obecnie zajmuje?

 

TS: Obecnie pracuje w firmie remontującej szkoły miejskie, której właścicielem jest Piotr Linek brat Franka, z którym miałem przyjemność rozpoczynać moją przygodę w seniorach Unii, zresztą Piotrek Linek ma także krotki epizod gry w barwach Unii. Grałem z nim wspólnie w kilku, może kilkunastu meczach w grupie junior młodszy. Tutaj w Ameryce się ożeniłem, mam kochaną żonę i dwóch wspaniałych synów.

 

Czy śledzi Pan wyniki swojego dawnego klubu Unii Nowa Sarzyna?

 

TS: Regularnie po każdym meczu odwiedzam stronę Unii, aby być na bieżąco z osiąganymi przez klub wynikami. Cieszę się razem z zawodnikami, działaczami i kibicami z osiąganych wyników przez Unię i życzę im dalszych sukcesów sportowych. Mam nadzieję, że nigdy już nie dojdzie do sytuacji jaka miała miejsce dwa sezony temu, kiedy to Unia musiała jeździć na mecze mistrzowskie do takich miejscowości jak Łętownia, Kamień czy Jastkowice. Ze sportowym pozdrowieniem.
Tadeusz Sarzyński

 
wstecz   dalej »
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Następny mecz

 vs.

10. kolejka V ligi

Unia - Olimpia Pysznica 5:1

sobota 26.09., godz. 16:00

 

Poprzedni mecz

 vs.

9. kolejka V ligi

Czarni Lipa - UNIA 1:3

sobota 19.09., godz. 16:00